Kategorie: Wszystkie | Fallouthon | Forgotthon | Inne | MECH | Mroowny Kącik Filmowy | Notki i wpisy | Promo | Zeldathon
RSS
wtorek, 23 marca 2010
Odpowiedz moim widzom

Miałem okazję dziś przeczytać trochę komentarzy na JRK's RPGs, dotyczących mojego ostatniego Forgotthonu. Ciekawe tam rzeczy ludzie napisali. W opisie do odcinka napisałem, że film nie jest zrobiony całkiem na serio i że powinno się go traktować jako lekką rozrywkę. To prawda. Jaka była na to reakcja?

 

"jak sie robi cos satyrycznie , to sie tworzy fikcyjna postac - tak jak AVGN, tak jak TGWTG, i za posrednictwem takiego tworu sie wypowiada, a nie osobiscie :P"

Jeśli ktoś nie wie o co chodzi - Mowa o dwóch legendarnych w zasadzie recenzentach - Doug'u Walkerze i Jamesie Rolfe'ie. Cała istota ich wideo-recenzji polega na tym, że - w przeciwieństwie do mnie- obydwoje stworzyli fikcyjne postacie, nie wypowiadają się natomiast z własnej perspektywy. James Rolfe stworzył postać Angry Video Game Nerda, którego charakterystyczną cechą jest wściekanie się w nadmiernych ilościach, używania w wielu miejscach dość wyelaborowanych i kwiecistych wiązanek. Z kolei Doug Walker stworzył aż trzy postacie. Pierwsza, najbardziej znana, to Nostalgia Critic, który jest postacią mocno znerwicowanego krytyka, który z byle powodu irytuje się i denerwuje. Drugą jest Chester A. Bum, który recenzuje filmy jako menel, a rzeczą AskThatGuy, który jest kimś w rodzaju chorego psychiczne, psychopatycznego arystokraty, który na proste pytania odpowiada w bardzo kontrowersyjny sposób.

To zabawne, że ludzie mówią mi, że  za mało plagiatuję od innych. Do akcji kroczył Dżej, admin strony, który zaznaczył:

"Mroowa jest postacią fikcyjną przecież :) W rzeczywistości to spokojny, nieśmiały urzędnik państwowy, ciężko pracujący na kawałek chleba. Dopiero kiedy dorwie się do kamerki przeistacza się w Uncle Mroowę i sieje postrach wśród widzów ;-)."

Na co anonimowy komentator odrzekł:

" urzednik ciezko pracujacy - ladny oksymoron
a tak poza tym to fikcyjnosc sie czyms zaznacza, a tu jest tak samo jak przy Irate Gamer."

Nie jestem żadnym urzędnikiem. Nie wiem skąd ludziom przyszedł do głowy ten pomysł. Tak po za tym, zawsze sądziłem, że Irate gamer to też fikcyjna postać.

Problem z tym myśleniem leży gdzie indziej: Obydwie postacie wymienione przez anonimowego komentatora służą jakiemuś celowi. AVGN jest pewną satyrą na całe środowisko graczy. Część dowcipu polega na tym, że koleś jest maksymalnie wściekły na jakąś grę, która wyszła w latach 80'. Warto zaznaczyć też, że z założenia, obydwie postacie recenzują zawsze wyjątkowo słabe dzieła.

Moje zadanie jest inne. Zamiast recenzować i właściwie analizować, robię retrospekcję określonej serii, opisując moje przeszłe z nią przeżycia. Wracanie do tych wszystkich starych gier niejednokrotnie robię to, jakbym przeglądał stary album ze zdjęciami. Czasami patrzę na gorsze, słabe gry, czasem na średnie, czasem na prawdziwe arcydzieła.

Swoją drogą nie można opowiedzieć dowcipu, nie podszywając się pod nikogo? Mroowa to mój stary internetowy nick, i jest też kilku dosyć znanych recenzentów czy twórców tego typu filmików, którzy satyrycznie wypowiadają się jednak ze swojej perspektywy (Linkara, Spoony, Cinema Snob, MarzGurl <- Oni wszyscy współpracują z TGWTG).

Linkara i Spoony wymyślili sobie dodatkowe, fikcyjne postacie, takie jak 90' Kid czy Dr Insano, które okazjonalnie, pomocniczo im pomagają. U mnie to zabójca Artemis czy Cyryl Kościotrup. Podsumowując, i tak będę robić po swojemu.

Po za tym, sam fakt, że podchodzę do sprawy w sposób satyryczny, nie oznacza, że wypowiedzi wyrażone w filmiku nie wyrażają mojej własnej opinii.

Czasami odnoszę wrażenie, że w polsce jeżeli ktokolwiek zdecyduje się zrobić cokolwiek kreatywnego i własnego, natychmiast zostanie zgnojony przez większość.

Co do innych spraw o których dostaje sporo wiadomości na gg i na maila:

Nie, nie umieszczę w Forgotthonie ani Planescape Torment ani Świątyni Pierwotnego Zła. To nie są zapomniane Krainy.  Do your research people.

Mały przegląd filmowy

Postanowiłem, że spojrzę wstecz, na te wszystkie filmy, które widziałem w ciągu ostatniej połówki roku, skoro nie robiłem żadnych aktualizacji ani właściwych wideorecenzji.

Niektórzy z Was pewnie zastanawiało się co się ze mną stało. Niektórzy podejrzewali najgorsze. Cóż, jeśli tak, to po części mieliście rację. Częściowo stało się tak z mojej własnej winy, a częściowo przez różne życiowe, zdrowotne, uczuciowe, rodzinne przygody. Niemniej teraz wracam i będę robić aktualizacje w miarę regularnie.

Zaczynając od momentów, które pamiętam najwcześniej... miałem okazję zobaczyć Zmierzch: Księżyc w Nowiu z moją byłą (już) dziewczyną. Cóż... jest to jeden z najgorszych filmów jakie w życiu widziałem. I uwierzcie mi, to mówi sporo, odkąd widziałem sporą zgrzewkę dzieł Eda Wooda i większość nowości Uwe Bolla. Film będąc tragicznie przewidywalny i całkowicie, absolutnie schematyczny i banalny na każdym poziomie, zapewnił mi ekscytację słuchania chyba najgorszych dialogów w historii kina. Ilość luk fabularnych jest tak gigantycznie duża, że moja głowa mnie aż rozbolała. Paradoksalnie, można by było sądzić, że jest to typowe kino, a równocześnie jest to najbardziej antyfeministyczne i seksistowskie dzieło jakie w życiu widziałem. Główna protagonistka nie ma żadnej, absolutnie żadnej władzy nad sobą, nie może w życiu poradzić sobie w najmniejszym stopniu bez swojego palanciarskiego chłopaka. To wręcz smutne. Rada czy sąd wampirów to zbiorowisko parodii klasycznych, archetypowych postaci z horroru z lat 30'. Większość męskich postaci to nadwyraz napakowani sterydami młodzi, atrakcyjni chłopcy. Jedyny wrażliwy facet-człowiek (!) jest przedstawiony jako totalny frajer i łamaga. Wilkołaki, mając nigdy nie rozrywające się gacie (wyłącznie!) to najbardziej wulgarna i obraźliwa alegoria mniejszości seksualnych - te niezapomniane kwestia Jacoba... "Nie mogę przestać stać się potworem, urodziłem się taki!"

Dwa epickie Science-Fiction z poprzedniego roku mianowicie Dystrykt 9 i Avatar oglądałem w sporym oddaleniu czasu. I obydwa są dość ciekawymi dziełami, bo przy obydwu kuleje scenariusz, tło fabularne, kompozycja bohaterów, formuła, gra aktorska (i praktycznie wszystko z wyjątkiem efektów specjalnych), a przy tym i tak są to tak świetne filmy, że osiągamy niezwykłą przyjemność poidczas oglądania ich. Obydwa widziałem w 2D, uważam, że dobre filmy nie potrzebują rzeczy latających w Twoim kierunku, żeby być dobrymi. W 3D widziałem z kolei Opowieść Wigilijną. Myślę, że Piotr Fronczewski jest lepszym aktorem dubbingującym niż właściwie grającym cokolwiek - poradził sobie względnie dobrze w rolach odtwarzanych przez Jima Carreya. Jedyne, co w filmie ewidentnie nie podobało się mi, to dość sztuczne i wstawione na siłę sekwencje akcji, których w oryginale Dickensa oczywiście nie było. Ale to tylko ja.

Z kolei nowy Sherlock Holmes nie zawiódł. Miałem bardzo sceptyczne zdanie na temat tego filmu, odkąd jestem fanem klasycznych opowiadań AC Doyle'a, ale akurat tej postaci przydało się odświeżenie wizerunku. Bawiło mnie jak po wyjściu z kina słyszałem kilka razy, że nowy Holmes zachowuje się jak Dr House... odkąd postać zgryźliwego lekarza właśnie wzorowana jest na słynnym detektywie. Film przedstawia Sherlocka jako młodego, awanturniczego i ogólnie strasznie menelowatego bohatera, który absolutnie nijak nie kojarzy się ze stereotypem tak utrwalonym w naszej kulturze.

Parnassus Terry'ego Gilliama miał ogromne aspiracje, biorąc pod uwagę nawiązanie do tej świetnej historii, troche faustowskie podejście do sprawy oraz naprawdę niezwykły, wizualny talent reżysera. Po Brazil i Fear&Loathing in Las Vegas (Las Vegas Parano) spodziewałem się filmowego Mistrza i Małgorzaty... a dostałem lekko rozczarowujący, ale w zasadzie bardzo porządny film.

Filmem, który był dla mnie czarnym koniem, a w Polsce był niemal niezauważony był Zombieland - świetny pastisz horrorów takich jak Ziemia Żywych Trupów, z własnym ciekawym zwrotem i naprawdę kilkoma interesującymi momentami. To komedia, ale nie głupia amerykańska parodia, do której możesz być przyzwyczajony.

Ach, i zapomniałbym, ostatnio widziałem też niedawny hit Tima Burtona, czyli Alicję w Krainie Czarów (Ach, Johnny Depp... Serio Tim- przestań go używać, rozprasza Cię i robisz przez niego głupie filmy).   Film wyglądał ładnie, ale ja pier*, ale był głupi do głębi. Film jest zbyt kwasowy, żeby być baśnią. Za co teraz weźmie się Burton? Za Czarnoksiężnika z Krainy OZ? Kogo tam będzie grać Depp? Ponownie, nie widziałem tego filmu w 3D i (dzięki Bogu), bez polskiego Dubu. Słyszałem, że rolę kapelusznika odgrywa Cezary Pazura. Interesujące.

To by było na tyle, jeśli chodzi o dzisiejszy, drobny przegląd filmowy.

Jutro zajmiemy się falloutem 3, odkąd muszę sprostować kilka rzeczy dotyczących gry, która tak naprawdę, w ostatecznym rozrachunku okazała się być tylko kupą marketingu.

Tagi: film
02:12, unclemroowa , Notki i wpisy
Link Komentarze (4) »
wtorek, 22 września 2009
Powrót Mroowy i Vicodin
Yay, wiem, że bardzo za mną tęskniliście, przejdźmy od razu do rzeczy.
wtorek, 25 sierpnia 2009
Blog Mroowy powraca!

Zaszła naprawdę straszna pomyłka. Nawet nie jestem w stanie w pełni wyjaśnić jak to się stało. Jednak po prostu, z dnia na dzień, blog zniknął. No, ale silne emocje już opadły, zorientowiż swoją ostatnią notką, którą nie każdy miał okazję zobaczyć naprawdę kogoś wkurzyłem. I zesmuciło mnie to do tego stopnia (czytaj: tez sie wkurzylem ostro), załem się jak bardzo głupią rzecz zrobiłem (...). Trochę potrwa zanim uda mi się przywrócić tutaj stuff, który był na oryginalnej stronie, a backupów nie bardzo mogę robić na bloxie. Tak czy inaczej, jakoś przeżyłem, i oto mój blog! znowu!

 

Przy okazji, potrzebne są mi osoby, które charytatywnie i tylko i wyłącznie ze swojego serca w CSS zrobią mi nowy szablon, bo jeśli mam być szczery- dotychczasowe ssały pauke. Wrzucę Twój baner albo coś w ten deseń

stat4u Katalog stron internetowych Sznurkownia.pl