Kategorie: Wszystkie | Fallouthon | Forgotthon | Inne | MECH | Mroowny Kącik Filmowy | Notki i wpisy | Promo | Zeldathon
RSS
poniedziałek, 10 maja 2010
Gry jako sztuka
wtorek, 04 maja 2010
TOP 10 Polskich akcentów w mandze, anime i grach wideo
środa, 28 kwietnia 2010
Kick-Ass (2010) i drobna aktualizacja
sobota, 24 kwietnia 2010
Starcie Tytanów (2010)

 

 

Kolejny, gigantyczny krok milowy w historii spoilerów na plakatach

 

Filmy niekoniecznie muszą być dobre, żeby być dobrą rozrywką. Wiecie co mam na myśli? Weźcie pod uwagę około 20 Waszych ulubionych filmów, a gwarantuję Wam, że przynajmniej piątka z nich będzie schematycznymi, prostymi do bólu, ignorującymi jakiekolwiek prawa logiki workami z dziurami fabularnymi. Chcecie przykłady? No dobra - Prawie wszystkie filmy Jackiego Chana, Star Treki, Naga Broń, Zabójcza Broń, Nieśmiertelny czy nawet niedawny Avatar - to wszystko są filmy, które nie noszą w sobie niemal żadnej wartości artystycznej, nie są w żaden sposób oryginalne i nie wnoszą do historii kina niemal nic. A pomimo to, uwielbiamy oglądać je setki razy. Czemu tak się dzieje?

Bo kino nie narodziło się po to, żeby ratować świat. Kino jest wytworem kultury popularnej. Zadaniem kina jest czynienie świata weselszym, milszym i przyjemniejszym miejscem. Nie przedstawianie brutalnej prawdy o nim, nie wycieraniem morałów w twarz każdego, kto tylko dopełnił jakiegoś wrednego wyczynu. Miejscem by uciec do lepszego świata za cenę jednego biletu. Nie zrozumcie mnie źle - kino potrafi być sztuką. Ale nie musi nią być, żeby osiągnąć sukces.

Powiedzmy sobie szczerze: Zmierzch Tytanów, czyli oryginał na podstawie którego zrobiono ten Remake, był niczym więcej jak wysokobudżetowym klonem Gwiezdnych Wojen wciśniętym trochę na siłę do świata starożytnych mitów greckich. I tak, w obydwu filmach mamy głównego protagonistę (Perseusz/Luke), który pochodzi z odrębnej klasy istnień (Bogowie/Jedi) wychowany przez biednych ludzi jako zwykły, wiejski, niewiele znaczący chłopiec. Ostatecznie postanawia pomóc ludziom i przyłącza się do rebelii przeciwko tyranizującym siłom. W jego podróży pomaga mu wielu, w tym małe robotyczne coś, co porozumiewa się ze światem wyłącznie za pomocą piknięć i gwizdnięć (Sowa Bubo/R2D2). Główny jego przeciwnik okazuję się być jego ojcem  (Zeus/Vader), który oferuje dogodną ofertę swojemu synowi po swojej stronie, równocześnie wyjawiając ich pokrewieństwo. Ale jak się sprawa zbliża ku końcowi, ostatecznie przechodzi na stronę dobrych kolesi. Zanim jednak stanie się to do końca, nasz główny bohater pokonuje ostateczną broń złych sił (Kraken/Gwiazda Śmierci), niemal niezniszczalny element świata, który po zakończonej walce eksploduje.

Osobiście, nigdy nie uważałem oryginału za film nadzwyczajnie dobry, jeśli chodzi o jakikolwiek z faktorów, w którym można go oceniać. Zawsze postrzegałem go jako zwykły film zrobiony na fali. Pewnie, był to nadal bardzo ciekawy i miły w oglądaniu plagiat. Ale plagiat, to nadal plagiat. Z Filmów o podobnej tematyce, który jest zdecydowanie lepszy (i który zestarzał się zdecydowanie słabiej) poleciłbym raczej Jazona i Argonautów. Co do remake byłem sceptyczny jak nikt inny. Pamiętam nawet, kiedy pierwszy raz widziałem zwiastun - to było przed Avatarem. Zanim zaczął się właściwy film, pomyślałem sobie "Wreszcie jakiś film, który nie jest ani rimejkiem, ani adaptacją jakiegoś komiksu czy gry, wreszcie odrobina oryginalności". Oczywiście, szybko moje myśli zostały ochłodzone kiedy zobaczyłem zwiastuny Wilkołaka i właśnie, Starcia Tytanów.

Ku mojemu zaskoczeniu, film nie jest już plagiatem Starych Warsów. Teraz jest plagiatem Władcy Pierścieni. Właściwie nie do końca, bo zachowali ogólny zarys fabuły z oryginału, zatem mamy ciekawą mieszankę - która wypada niezwykle ciekawie. Świadczy o tym jedna ze scen z początku filmu, kiedy Perseusz podnosi figurkę Sowy Bubo i patrzy na nią jak pięciolatek, który właśnie odkrył figurkę Action-Mana. -Co to jest?- pyta jednego z żołnierzy. "Zostaw to" odpowiada mu, zostawiając "to już historia, nie chcemy tego irytującego szmelcu z powrotem" niewypowiedzianym. Film głównie bazuje wizualnie na najbardziej epickim fantasy wszech czasów, zatem mamy małą dawkę uruk-hai, a scena kiedy Perseusz walczy z Meduzą bardzo przypomina mi tą scenę kiedy Frodo ma właśnie wrzucić pierścionek do wielkiej dziury z lawą. A czy Perseuszowi udało się odciąć głowę meduzie? Cóż, zgadnij albo popatrz na cholerny plakat.

 

Frrr... Frr... Fiu, Bzt, Ding...

Fabuła nie ma sensu. Ilość luk fabularnych jest ogromna. Jeśli boisz się spoilerów, zerknij jeden akapit niżej, bo będzie ich kilka. Film jest potwornie niekonsekwentny w tworzeniu głównego przeciwnika. Pierwotnie jest to team Zeus/Hades, którzy chcą ukarać swoich podopiecznych za zbytnie zuchwalstwo. Jednakże okazuje się, że Hades pragnie przejąć władzę nad Olimpem, wykorzystując do tego złość Zeusa. Teraz to władca podziemi jest głównym złym. Dlaczego Zeus zgadza się na ten kretynizm jest ponad moje siły. Jawnie od samego początku wspiera Perseusza w jego zadaniu dając mu jeden gadżet za drugim, jakby był kancelarią Jamesa Bonda, równocześnie uważając go za swojego wroga. Albo Zeus był idiotą i kopał sobie sam grób, albo Zeus był idiotą i pozwalał na to, żeby Hades mu wykopał grób.

Gra aktorska jest znośna - Liam Neeson jako Zeus jest jednym z najlepszych aktorów tego filmu, ale jego obecność tutaj czyni skojarzenia z SW jeszcze silniejszymi. Sam Worthington zaczyna stawać się nową gwiazdą. Może to i dobrze, ale zaczyna wpadać w rutynę. W pewnym momencie miałem ochotę krzyknąć w kinie: "Hej, ludzie, on jest androidem!". Albo niebieskim elfem. Do wyboru, do koloru.

Efekty specjalne zagrały lepiej niż myślałem. Nie są tak syntetyczne jak w wielu dzisiejszych filmach. Naprawdę odczuwasz, że jeden z tych wielkich skorpionów mógłby być problemem. Kraken jest dziś tak samo miażdżący jak ten z oryginału był w latach osiemdziesiątych. Co do akcji - jest jej bardzo dużo, bardzo wiele całkiem emocjonujących pojedynków ze świetną muzyką, która przyspiesza bicie serca. Żeby film nie był zbyt emocjonujący, jest kilka naprawdę banalnych, typowo hollywoodzkich elementów kiedy ktoś umiera i musi dać dwuminutowy monolog o życiu. Albo kiedy zostaje pokonany. Albo kiedy przechodzi na stronę dobra. Albo kiedy ma właśnie umrzeć. Albo ma zamiar kogoś zabić. Ludzie, dajcie spokój.

________________
Reklama

________________

Czy miałbym polecić komuś ten film? Zdecydowanie, masa dobrej akcji i dobre aktorstwo. Czy to dobry film? Nie. Najlepiej zobacz go w 3D i przygotuj się na jazdę kolejką górską. Film robi wrażenie, ale na pewno nie będzie zapamiętany jako filmowe zjawisko. Nie dorówna popularnością nawet oryginałowi.

 

 

Tagi: film
20:12, unclemroowa , Notki i wpisy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 kwietnia 2010
Najgorsze okładki gier w historii
Okładka istnieje tylko w jednym celu - po to, by sprzedać dany produkt. Ale niektórzy Developerzy czasem bywali zbyt leniwi z tworzeniem niektórych.
sobota, 17 kwietnia 2010
Problem z baldurem.
Naprawdę wstyd mi to przyznać, chłopaki. Mam ogromny problem z przejściem Opowieści z Wybrzeża Mieczy. Pomożecie?
Vlog i kilka przemyśleń

Dostałem kilka pytań od ludzi czemu nie nic jeszcze nie wrzuciłem na swoje konto na youtube i tu na blogu.. Sądziłem, że to oczywiste, ale macie. 
Po za tym uważam, że byłoby dziwne, jakbym po tych dwóch tygodniach nagle wrócił do wrzucania tego wszystkiego bez żadnego komentarza co się stało.

Tajemniczy filmik o którym mówię, możecie znaleźć tutaj. Ale nie daję Wam gwarancji, czy będziecie go mogli zobaczyć, bo youtube usuwa coraz to kolejne wersje. Jak wspominałem, w necie wręcz trzeszczy od różnych głupków, którzy uznają to za dowód za "teorią zamachu". Rzecz w tym, że szukając tego filmiku, natrafiłem na zupełnie inny amatorski filmik, robiony mniej więcej w tym samym czasie. Słychać tę samą syrenę, te same sikawki gaszące ogień, a jak się dobrze wsłuchamy to można usłyszeć jedną wspólną, rosyjskojęzyczną kwestię. Heh, moja teoria jest taka, że filmowcy nakręcili siebie nawzajem z wielkiej oddali i później wielka panika, że żywi ludzie chodzili dookoła miejsca wypadku.

Dziwne, ale prawdopodobne.

Requiescat in Pacem, Boże świeć nad ich duszami.

 

Tagi: vlog
02:47, unclemroowa , Notki i wpisy
Link Dodaj komentarz »
środa, 07 kwietnia 2010
Mój pierwszy Vlog

Postanowiłem spróbować zrobić jeden Vlog, odkąd kilka osób powiedziało mi, żebym spróbował a ja Cierpię na bezsenność. Musicie mi wybaczyć dwie rzeczy -
1) nie złapałem pierwszych 10 sekund filmu, w których mówię "cześć, jestem Uncle Mroowa, i to mój pierwszy vlog, postaram się by był najkrótszy jak to możliwe", zatem niewiele tracicie.
2) Naprawdę nie spałem od trzech dni, kiedy mówię te wszystkie rzeczy, jest za dziesięć czwarta.

Tagi: vlog
05:38, unclemroowa , Notki i wpisy
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 29 marca 2010
Znani aktorzy, którzy wystąpili w Porno
Jest pewna grupka aktorów, których ubóstwiamy. Jest inna grupka aktorów, których lubimy. Wraz z czasem, im dłużej poznajemy danego aktora, chcemy wiedzieć o nim coraz więcej. Chcemy poznać całą jego biografię, chcemy obejrzeć każdy film w którym wystąpił, chcemy słuchać jego komentarzy audio. Wreszcie jest ta grupa aktorów, którzy mają przeszłość tak kolorową, że raczej nie chcemy jej poznać. Materiał raczej dla pełnoletnich.
środa, 24 marca 2010
Historia stopniowego rozczarowania.

 

(Niektórzy może pamiętają, jak ponad rok temu wypowiedziałem swoją opinię na temat Fallouta 3. Nie jest ona bynajmniej bez znaczenia. Swoje zdanie wyrażałem ledwo tydzień po premierze, sam dopiero co ją ukończywszy. zatem ogólnie, wypowiedź utrzymana jest w duchu "Gra jest ok... chyba ... tak myśle". Z czasem myślałem o grze coraz częściej. Moja tekstowa recenzja (ta niższa i dłuższa, ta pierwsza jest wypowiedzią Sir Giurka) napisana już jakiś czas później wyrażała dużo więcej sceptycyzmu i dystansu. Wciąż jednak ani przez moment nie powiedziałem, że w F3 nie warto zagrać, czy że jest to gra naprawdę, naprawdę słaba. Nie była po prostu tym na co wszyscy czekali. I tak naprawdę nie jest. Rzecz w tym, że F3 ostatecznie okazał się być naprawdę grą dużo słabszą niż jaką *mógł* być, nawet patrząc z punktu widzenia ówczesnych developerów i wszystkie te ich pierwotne założenia.

I oto pragnę wam przypomnieć, jak wszyscy byliśmy wtedy zaszokowani tym jak gra szybko się kończy. W 10 godzin można przejść całą grę, idąc głównym wątkiem fabularnym niemal jak po sznurku.  Sam przyznawałem wielokrotnie, że F3 przeszedłem zupełnie *niechcący*. Końcówka była absolutnym rozczarowaniem. Nasza rozmowa z prezydentem, prawdopodobnie brzmiała jak dowcip.

Przychodzi uciekinier schronu do przywódcy enklawy.

-Witaj, wielki prezydencie!

-Ach, witaj przybyszu. Spodziewałem się, że przyjdziesz mnie zabić. Dlatego właśnie kazałem moim generałom złapać Cię nieprzytomnego, a potem trzymać w piwnicy z całym Twoim wyposażeniem, tak żebyś mi w ogóle nie zaszkodził!

-Przybyłem powiedzieć Ci, żebyś się zabił!

-Ta? Czemu niby?

-A ja wiem? Jesteś czarnym charakterem tej historii.

-No tak... nie pomyślałem o tym... masz rację... powinien sam wysadzić się w powietrze i całą moją bazę.

Cóż, prezydent tego świata raczej Skynetem nie był, jeśli wiecie co mam na myśli. Odstateczna walka to oddanie jakich 3-5 strzałów. Co jest bardzo rozczarowujące, odkąd seria F posiadała kilku bardzo rozwiniętych bossów, takich na przykład jak Frank Horrigan. Frank, proszę Cię, patrz jak nisko upadło Twoje dziedzictwo.

Ale swoją drogą pomyślałem sobie

-no, ludzie. Oni przecież całe swoje życie robili te Elders Scrollsy. W zasadzie nie umieją robić nic innego. Poczekajmy aż wydadzą 4 i wtedy zaczniemy wystawiać sądy.

Ale wtedy wydarzyło się coś... coś, czego nie przewidywałem. Zacznijmy może od części bardziej bolesnej. Popatrzmy jak pusty jest mój portfel.

219 zł wydałem na gołą, podstawową wersję F3 na XB360.

5x20=200 zł wydałem na wszystkie dodatki

100 zł wydałem na wersję PC

40 zł wydałem na dodatkowe gadzety dostępne w wersji kolekcjonerskiej, których nie mogłem kupić w swoim pre-orderze. To akurat wina dystrybutora.

W sumie? wydałem 540 zł na jedną grę. To prawie trzy razy tyle niż przeciętna cena jakiejkolwiek gry na XB360 w folii w empiku, gdzie wszyscy wiemy jakie są ceny. Zauważcie, że prawie połowę całkowitej kwoty zajmują dodatki. Uważam, że ten simsowy model dystrybucji jest bardzo złodziejski i że większość z nich powstała tylko po to, żeby wydoić z nas jak najwięcej kasy jak to tylko możliwe. The pitt i Broken Steel powinny stanowić część podstawki - bez nich F3 jest po prostu miałki, głupi, mało falloutowaty i w ogóle jakiś bezpłciowy. Point Lookout i Mothership Zeta w ogóle nie powinny się pojawić, jako że są zwyczajnie naprawdę debilnymi epizodami, które do historii nie wnoszą totalnie nic, a po za tym zabrudzając świat Fallouta kosmitami, którzy do tej pory pojawiali się jedynie jako kontynuowany dowcip w całej serii.

Jedynym dodatkiem, który jest właśnie tym, czym powinien być - DODATKIEM to Operation :Anchorage, która wiele wnosi do samej historii serii, pomimo tego, iż sama w sobie jest bardzo, ale to naprawdę bardzo słaba.

Fallout 3 okazał się być niczym więcej, a jedynie wielkim, gigantycznym tworem marketingu, czymś co stworzyli nie programiści, nie gracze, nie artyści czy wizjonerzy, ale sprawni chłopcy od PR-u. Bez większych problemów jestem w stanie wyobrazić sobie konferencję Beth na temat tych dodatków i w jakiej kolejności je wypuszczać. Jak często, i w jakiej cenie. Możliwe, że Broken Steel stanowił kiedyś, w pierwotnych fazach projektu integralną część podstawki, ale postanowiono grę rozdrobnić na kilkanaście małych kawałeczków tylko po to, żeby dużo łatwiej i lepiej sprzedać.

Boże, chroń Vegas.

 

Tagi: Gry PC rpg
13:52, unclemroowa , Notki i wpisy
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
stat4u Katalog stron internetowych Sznurkownia.pl