Blog > Komentarze do wpisu
Bogowie Olimpu Amerykańskiego

Ilekroć wychodzi nowy film o superbohaterze, cała masa ludzi zadaje sobie pytanie: czy ta inkarnacja postaci była na pewno właściwa? Czy Hollywood przekazał wierną adaptację oryginału, czy może upodlił na swoją własną modłę?

Oczywiście, nie będzie dla nikogo chyba wielkim szokiem, że określenie „prawdziwy Batman” jest odrobinę idiotyczne, odkąd (spoiler) Zakapturzony Krzyżowiec... nie istnieje naprawdę. Ale mimo to, zawsze słyszę te same debaty na temat tego jak powinien wyglądać Batman, jak powinien zachowywać się Spider-Man, i co ma na sobie nosić Superman. Są ku temu dość istotne powody – ludzie, którzy wychowali się na danej postaci, chcieliby widzieć swojego pupila w akcji takim, jak go zapamiętali. Inni widzą potencjał w postaci, ale zmieniliby tę jedną konkretną rzecz, którą wszyscy inni tak kochają. Nie mówiąc o tym, że nie każdy wychowywał się na tej samej wersji postaci. Już stąd mogę słyszeć zajadłe kłótnie fanów Burtona i Nolana, którzy debatują między sobą na temat tego czyj Mroczny Rycerz ( o ironio) jest najwłaściwszy. I nie liczę na to, że tym postem załagodzę cokolwiek. Mam tylko nadzieje, że pozwoli to kilku z Was popatrzeć na sprawę z trochę szerszej perspektywy.

Pewnie niektórzy z Was nie zgodzą się z tą tezą, ale dla mnie zawsze opowieści o Superbohaterach były dokładnie tym samym, czym dla starożytnych greków były mity. Nie poematy Homera. Uliczne mity, które można było usłyszeć od przypadkowych Aojdów. Opowieści o niesamowitych ludziach przeżywających wspaniałe przygody – walczący z niebezpiecznymi przeciwnikami i pokonujący wszelkie trudności. Superman ma dla mnie więcej sensu i jest pełniejszy wewnętrznie niż Zeus. Wonder Woman wydaje mi się bystrzejsza niż Atena, a Batman bardziej przerażający niż Hades. Nawet Posejdon wydaje mi się bardziej lamerski niż Aquaman (bo nie jestem w stanie powiedzieć o tej postaci, że jest fajna). Watchtower, satelita Ligi Sprawiedliwości – czasem krążąca dookoła ziemi, a czasem zasiadająca na księżycu, wydaje się bardziej magiczna niż Olimp kiedykolwiek mógłby sobie zażyczyć. Nieważne, czy opowieść jest prawdziwa czy nie – ważne jest to, że jest warta opowiadania.

 

"Panteon" DC Comics. 

 

I każda z tych mitologicznych postaci ma swoje charakterystyczne cechy, których nie dzieli z nikim innym. Atena nigdy nie jest głupia, Zeus zawsze kogoś podrywa, „Tam gdzie jest Luthor i Superman, tam zawsze będą różnice” (Infinite Crisis). Zwykliśmy myśleć o mitach jak o spójnym, zamkniętym kanonie, który dokonał się dawno przed naszymi narodzinami i nie przechodzi żadnych zmian. Ale mitologia, która tak wygląda – jest martwa. Jeśli przypatrzymy się mitom greckim w ich oryginalnych brzmieniach – nie fabularyzacjom Homera, ale żywym historiom, które ludzie opowiadali między sobą na ulicy i nieliczni postanowili zachować dla potomnych – szybko dostrzegamy, że prawdziwy świat greckiego Olimpu był jedną wielką stajnią Augiasza przeróżnych wątków, opowieści, bohaterów, domysłów i „błędów w ciągłości fabularnej” (continuety errors, jak lubią mawiać zachodni fani komiksu). Nie były piękne – pełno było w nich krwi, chęci mordu, gwałtu. Ale obok opowieści, w których Zeus brutalnie gwałcił kobiety, są też takie w których po prostu radośnie podskakuje między kwiatkami w postaci wróbelka i cieszy się życiem.

 

Mity nie są, nigdy nie były i nigdy nie będą zamkniętym kanonem ustalonych prawd – bo nigdy nie mają jednego autora. Tysiące było bardów przekazujących historyjki sobie nawzajem – a każdy z nich dodał trochę, odjął inne, ubierał inaczej w słowa. Historia niby ta sama, a inaczej brzmiała w Atenach, Delfach czy Sparcie. Mit to zawsze kolektywna praca całego społeczeństwa – a czasem i kilku – by przekazać swoje wspólne lęki, obawy, marzenia i odróżnić się od innych. Człowiek od najdawniejszych czasów reagował na mity i nie przestaje tego robić do dziś – choć, być może, jest trochę mniej szczery względem siebie robiąc to. Amerykańskie komiksy o Superbohaterach niezłomnie reagują na wszelkie zmiany społeczne, piórem rożnych scenarzystów i edytorów. Superbohater to nie „Mit zdegradowany”, jak o nim zwykło się mówić swego czasu. To „mit prawdziwy”, żywy.

I tak jak w przypadku Zeusa – I o Batmanie było wiele opowieści, w których łamie kości i nogi swoich przeciwników by wyciągnąć informacje. Ale istnieją i takie, w których wycina kartonową podobiznę siebie całującego obcą kobietę, by ukryć przed swoją narzeczoną fakt, że szalony naukowiec zmienił go w bobasa za pomocą specjalnej laserowej armaty (LOLWUT). Teraz powiedz mi drogi czytelniku: Która z podanych sytuacji jest „Batmanem właściwym”? Jakkolwiek byś nie odpowiedział, nie wymaże to z historii tego przeciwnego nurtu. Batman nigdy nie jest taki sam, kompletnie niezmienny. Każdy autor pozostawia swoje własne piętno w każdym komiksie.

 Tak, drodzy Państwo. To się naprawdę wydarzyło. 

Zwykłem swego czasu słyszeć liczne oskarżenia na temat serialu Adama Westa – w jaki sposób on zniszczył postrzeganie Batmana na całe dekady i sprawił, że nikt już nie mógł traktować tej postaci na poważnie. Ale czy serial wyrządził naprawdę tak wielkie krzywdy? Cóż, dość dobrze reprezentuje komiksy z epoki (choć trochę ciamajdowato, przyznaję) i przedstawia liczną obsadę bohaterów, przeciwników z niemal niezmienionymi relacjami pomiędzy nimi. Już, z tego miejsca jest lepszy od Batman Forever, Batman And Robin, Elektry, Daredevila i Zielonej Latarni. A większość z tego to filmy z ostatnich kilku lat.

Co z tego, że w którejś reinkarnacji, ta postać trochę traci swojego mroku? Czy istnienie Batman Incorporated jakkolwiek zakłóca wszystkie te niesamowite historie Franka Millera (LOLWUTx2)? Sam Batman ma wiele twarzy – Czasem siada koło swoich gargulców i patrzy białymi oczami na swoje miasto z peleryną trzepoczącą na wietrze. Innym razem spędza całe dnie siedząc w jaskini i analizując każdy detal wskazówki pozostawionej przez Riddlera. Kiedy indziej walczy z Catwoman z wielką ośmiornicą w wynajętym apartamencie w Japonii. Batman jest Ninja. Batman jest Wampirem, Największym Detektywem na Ziemi, kolorowym superbohaterem. Tak jak zmieniają się czasy i potrzeby czytelników, tak Batman zmienia się razem z nimi. Poprzednie persony nigdy nie umierają – opowieści po prostu czekają na odpowiednią publikę, by zostać opowiedzianymi w odpowiednim czasie.

 

środa, 25 lipca 2012, unclemroowa
Tagi: komiks


Udostępnij

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: R4Zi3L, *.kielce.vectranet.pl
2012/07/25 08:04:16
Wow.... you almost make be believe...
-
Gość: Autor, *.satfilm.net.pl
2012/09/19 21:09:24
Po przeczytaniu tekstu od razu na myśl przyszła mi religia. Dostosowywana do czasów przez ludzi z wyższych sfer sacrum miała na celu ukazanie jej takiej jaką potrzebują ludzie. Za to biblia (przeze mnie uważana jaki całkiem niezły mit) również zanim była spisana była opowieściami ludzi przechodzącymi z rąk do rąk. Albo wytworem na potrzeby kontroli ludzi, ale to trochę zalatuje przesadną konspiracją.

Superbohater powinien być elastyczny, by wciąż był interesujący przez zmieniające się czasy.
stat4u Katalog stron internetowych Sznurkownia.pl